Kościółki

Wąwozy

Twierdze

Muzea

Plaże

Drogi i Mapy

Naszym zdaniem
  • Prasies - Agios Antonios
  • Prasies - takie coś jeszcze jeździ.
  • Wąwóz Patsos - Agios Antonios.
  • Wąwóz Patsos - Krótki popas pod taką skałą to czysta przyjemność.
  • Wąwóz Patsos - niedostępna ściana z drugiej strony wąwozu.
  • Agia Fotini - widoki z pobliża miasteczka.
  • Meronas - Kościół Najświętszej Marii Panny z XIV wieku. Fresk ładnie zachowany
  • Meronas - Kościół Najświętszej Marii Panny z XIV wieku.
  • Amari - Agia Anna z XII wieku. Praktycznie niewidoczny z drogi, ukryty wśród oliwek.
  • Amari - Agia Anna z XII wieku.
  • Amari - Agia Anna z XII wieku. Wnętrze.
  • Amari - centrum miasteczka.
  • Amari - Wieża Św. Mikołaja. Widok z podnóża.
  • Amari - Wieża Św. Mikołaja. Odważni mogą wyjść na górę.
  • Amari - Wieża Św. Mikołaja.
  • Moni Arkadiou - przyjechaliśmy po zamknięciu.
  • Moni Arkadiou - w świetle zachodzącego słońca.

Wąwóz Patsos - nawis nad ścieżką górną Dzień dziewiąty - poniedziałek. Na śniadanie chlebuś i wczorajsza sałatka grecka. Jedziemy do wąwozu Patsos, a potem się zobaczy. Przez góry i doliny dojeżdżamy do wąwozu tzn. do jego wejścia. Ludzi sporo.

Przed wejściem tawerna, dość zaludniona. Wszyscy, którzy wychodzą z wąwozu, idą tam coś zjeść. Idziemy uzbrojeni w laski, z plecaczkami, aparatem i kamerą. Fajne wejście nie wróży jakichś trudnych pierypałek. Po drodze kapliczka św. Antoniego. Miła, przytulna "budowla" pod skałą. Taka zabudowana pieczara. Przed kapliczką stół "po prośbie". Karteczki,na których ludzie piszą prośby do Św. Antoniego, wtykają potem w szczeliny skalne. Śmiesznie to wygląda. Taka surowa grota cała w papilotach. Jakaś niemieckojęzyczna rodzinka siedzi i siedzi w tej kapliczce. Jurek zadecydował - obfocimy ją w drodze powrotnej. Idziemy. Rozdroże. Jedna ścieżka prowadzi prawą stroną wąwozu, druga ewidentnie przechodzi mosteczkiem na drugą stronę. Przy tej ścieżce "drugostronnej" drogowskaz "to lake". Dla mnie to "do jeziora", a jezioro jest za górą. Niemiec z rodziną też ma dylemat. Pyta nas czy wiemy gdzie i co. No, nie wiemy. Ktoś się napatacza kto szprecha. Jakaś dziewczyna twierdzi, że to są ścieżki równoległe. Ta prawa prosta i ona nią poszła ze swoją matką, a ta po przeciwnej stronie trudniejsza. Ja tylko tyle wykumałam, ale Jurek i Niemiec wykumali jeszcze, że one się schodzą. Wąwóz Patsos - Agios Antonios Więc można zrobić pętelkę. No to najpierw trudniejsza, a na powrocie łatwiejsza. Zgodnie ruszamy i my i oni. Jeszcze tym samym szlakiem podąża jakieś szprechające małżeństwo. On starszy od nas, tak na oko o jakieś 7 może 8 lat, ona zdecydowanie młodsza. Odziani w buty górskie, kurtki podwieszone do plecaków, kijki w rękach - czyli ludzie gór. Ruszamy. Niemiecka rodzinka wyrwała do przodu, a my ze spokojem pokonujemy ścieżkę. Głazy, przejścia przez korzenie, super. Trochę czasem trudno, ale da się przejść. Bardzo fajna wędrówka. Pniemy się pod sam szczyt ściany wąwozu, pod taki olbrzymi nawis skalny. Osiągamy sam szczyt ścieżki. Wąwóz Patsos - wejście Siadamy i odpoczywamy, bo dalej ścieżka dość ostro schodzi w dół. Po krótkim odsapie idziemy dalej. Po drugiej stronie wąwozu widać tarasik widokowy i ludzi na nim, ale żywcem nie widzimy ścieżki która miałaby nas przerzucić na drugą stronę wąwozu. No dobra, idziemy jak nasza ścieżka każe. Zejście potworne. Jurek mnie asekurował i pomagał przeleźć przez te skały, korzenie, placki żwiru. Bardzo ciężko, ale tak jak Schreck - nie patrz w dół, tylko nie patrz w dół. Osiągamy dno. A na dole Niemcy. I rodzinka i starsi Państwo. Szukają drogi ewakuacji na drugą stronę. Za cholerę. Jakaś trójka Słowaków postanawia po skałach przemieścić się na drugi brzeg. Patrzę z podziwem jak pokonują te skały, między którymi pojawiają się jakieś kawałki wydeptków. No dobra, oni mają po dwadzieścia parę lat. Nikt z naszej czeredy nie zdecydował się na tę karkołomnię. Ale nikt również nie ma ochoty na spinanie się tą ścieżką w górę. Szukamy alternatywnego rozwiązania. Wreszcie starszyy niemiec dokonuje odkrycia jakichś śladów na dnie wąwozu, tuż nad potoczkiem, między głazami. Wąwóz Patsos - na samym dnie wąwozu Ruszamy. Jest mało wygodnie, ale ścieżyna do pokonania. Rodzinka niemiecka fru do przodu. Starsi Państwo i my z godnością. Po przejściu tak na oko połowy dystansu spotykamy rodzinkę. Pani z dzieckiem siedzi na głazie, a Pan zażywa kąpieli w takim dość rozległym bele (hasło beło kojarzy mi się z pstrągiem, a nie z Niemcem, ale co kraj to obyczaj). Woda ma pewnie ze 6, może 8 stopni, ale jak lubi. My nie podzielamy entuzjazmu tego Pana. Idziemy dalej. Starsi, jak się okazało podczas miłych rozmów, Szwajcarzy, tupią razem z nami. Nawet podzieliliśmy się pomarańczami na którymś postoju. Docieramy do mosteczka, trochę zmęczeni, ale zadowoleni. Kurcze blade, w Homolu nie byłam, a tu na Krecie już drugi wąwóz zaliczamy. Idziemy pod kapliczkę, a tam niemiła niespodzianka. Dziki tłum. Chyba Grecy mieli jakieś wolne, oraz jak się póżniej okazało przyjechały trzy wycieczki autokarami. No to po foceniu. Pożegnaliśmy się z współtowarzyszami wyprawy. Oni poszli coś zjeść do tawerny, a my w drogę do kościółków. Jak pielgrzymka to pielgrzymka. Pierwszy po drodze kościółek, w Meronas, Meronas -  Kościół Najświętszej Marii Panny z XIV wieku. namierzony bez pudła. Idziemy. Pani właśnie zamykała, ale bez problemu otworzyła. Pokazuje i mówi po angielsku o freskach, o ołtarzu św. Jerzego itd. Nie wolno fotografować. Proboszcz ichniejszy, nie wiem jak się pop majster nazywa, zezwala tylko na 3 zdjęcia w drodze wyjątku. No dodrze, chociaż tyle. Ale filmować nie - to samo zło. Meronas -  Kościół Najświętszej Marii Panny. Nawa główna. No i koniec. Przepiękne freski zachowane w bardzo dużej części. No przecież muszę to sfilmować. No to nawijam do Pani: że córka kończyła szkołę "naprawy" starych polichromii, że jest fanką takich rzeczy, że ja to dla niej, bo ja przecież widzę że piękne, ale ona nie. Baba nie rozumie ni słowa. Spokojnie, przecież ja mówię do niej po angielsku, a ona w tym języku oprowadzała nas po kościółku. Co jest grane? No to jeszcze raz to samo, tylko powoli, krótszymi zdaniami. Efekt dokładnie taki sam jak poprzednio. No to kicha. Już wychodzimy, jak po Panią przyjechała córka, mówiąca po angielsku. Miła krótka rozmowa. Wychodzimy. A to może ja jeszcze raz spróbuję. Idę do córki i grzecznie, o jak grzecznie, proszę żeby przeprosiła Mamę, że ja tak naciskałam, ale ja tak chciałam, bo moja córka itd. itd. Okazuje się że Pani angielskiego ni w ząb, a to co mówi jak oprowadza, to ma wyuczone na pamięć jak tekst piosenki. Córka przetłumaczyła, coś pogadały, widać że córka naciskała. Wreszcie jest. Mogę nakręcić jeden fresk, a Pani się odwróci. Bo to jej praca a szef zakazał i gdyby się popmajster dowiedział to mogłaby stracić pracę. Ja tłumaczę, że rozumiem, ale cel został osiągnięty. Mogłam choć trochę sfilmować. Jedziemy dalej - do Amari. Amari - Agia Anna z XII wieku. Tutaj nie pobłądzić to prawie niemożliwe. Mapa, GPS, na czuja, wszystko naraz daje efekt. Dojeżdżamy do Amari. Amari - Agia Anna z XII wieku. Wnętrze skromne, ale zachowanymi częściowo freskami. Nie zlokalizowaliśmy jednego kościółka. Kilkukrotnie nawracaliśmy , co przy drogach na szerokość 1 i 1/2 samochodu i prawie bez poboczy jest wyczynem ekwilibrystycznym. Znaleźliśmy drugi z zaplanowanych kościółków - Agia Anna. Z boku, od całkiem bocznej drogi, w środku gaiku oliwnego. Ruinka, chyba zaczynają renowację, ale to taka śliczna ruinka zagubiona w szczerym, no nie polu, tylko gaju. Obfotografowaliśmy. Amari - Wieża Św. Mikołaja. Jedziemy jeszcze raz do centrum, aby podjąć ostatnią próbę odnalezienia kościółka, ale bezskutecznie. Zmęczeni zatrzymujemy się na cafe frappe w "lokalu" przy ryneczku - placyk wielkości zajazdu autobusowego do którego dochodzą trzy uliczki. Amari - Widok z wieży. Na środku palma, trochę wyłysiała, a pod nią ślaz. Taki nasz różowy ślaz. No i jeszcze schodki, które wiodą do dzwonnicy górującej nad miasteczkiem. Dzwonnica przynależy do kościółka Św. Mikołaja (jakżeby inaczej). No więc po schodach pod górę, mozolnie do dzwonnicy. Śliczna, mocno zniszczona, ale z takim klimatem tajemniczości. Obfotografowujemy dzwonnicę wraz z kamiennymi schodkami wewnątrz (mimo świadomości pięknego widoku z góry dzwonnicy nie odważyliśmy się wdrapać po tych schodach i kościół niestety tylko z zewnątrz, bo zamknięty. Wracamy do samochodu i ruszamy dalej do Tronos, wioski gdzie znowu jest kościółek wart obejrzenia. Jeszcze mniejszy, stareńki. Jakaś stara Greczynka otwiera nam podwoje. Bardzo nahalna, nie łapie za serce. W środku kościółka śliczne freski, naprawdę cudne, ale oczywiście filmować nie wolno, focić też nie. Datek na kościół, zapalona świeczka, dziękujemy Pani, ale gdzie tam. Jest tak namolna, że się nie da. Amari - tu pijemy cafe frappe. No tak, kawa, ser kozi i jakieś suchary. Thronos - Agia-Panagia. My już chcemy iść, ale Pani chce nam jeszcze sprzedać jakieś narzuty szydełkowe- brzydkie zresztą. No może nie brzydkie, ale Nika robi o niebo piękniejsze, więc nie jestem zainteresowana. Uciekajmy, bo za chwilę znowu coś wymyśli, co nam sprzedać. Płacimy za kawę i w nogi. Namiar na dom. Po drodze jeszcze Moni Arkadi- miejsce wycieczkowe. Klasztor niestety zamknięty, ale z zewnątrz okazały. Fotografujemy z zewnątrz, bo przy zachodzącym słońcu bardzo pięknie się prezentuje.Wracamy do Analipsi na obiad do greckiej rodziny. Pan Tata nas poznaje z daleka, mała dziewczynka też, więc czujemy się swojsko. Zajadamy baraninę z grila, zajadamy "rękami", co bardzo się podoba gospodarzom, bo baraninę tak się zajada. A co! Wracamy do hotelu. Ciepłej (nadużycie), letniej wody, wystarczyło na prysznic Jurka. Ja mam Dzień Dziecka.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

Gościmy

Odwiedza nas 8 gości oraz 0 użytkowników.

Napisz do nas

06-150529_gr_40080804.jpg

Patsos trasa do pobrania

Wąwóz Patsos i bizantyjskie kościółki

  • Prasies - Agios Antonios
  • Prasies - takie coś jeszcze jeździ.
  • Wąwóz Patsos - Agios Antonios.
  • Wąwóz Patsos - Krótki popas pod taką skałą to czysta przyjemność.
  • Wąwóz Patsos - niedostępna ściana z drugiej strony wąwozu.
  • Agia Fotini - widoki z pobliża miasteczka.
  • Meronas - Kościół Najświętszej Marii Panny z XIV wieku. Fresk ładnie zachowany
  • Meronas - Kościół Najświętszej Marii Panny z XIV wieku.
  • Amari - Agia Anna z XII wieku. Praktycznie niewidoczny z drogi, ukryty wśród oliwek.
  • Amari - Agia Anna z XII wieku.
  • Amari - Agia Anna z XII wieku. Wnętrze.
  • Amari - centrum miasteczka.
  • Amari - Wieża Św. Mikołaja. Widok z podnóża.
  • Amari - Wieża Św. Mikołaja. Odważni mogą wyjść na górę.
  • Amari - Wieża Św. Mikołaja.
  • Moni Arkadiou - przyjechaliśmy po zamknięciu.
  • Moni Arkadiou - w świetle zachodzącego słońca.
JSN Tendo template designed by JoomlaShine.com